PRAWDA WAS WYZWOLI
Dietrich Bonhoeffer
Kazanie wygłoszone w kościele
Trójcy w Berlinie w dniu zakończenia semestru letniego (24.VII.1932). Było to w
okresie kampanii wyborczej NSDAP i w atmosferze gwałtownego wzrostu wpływów
hitleryzmu. W parę dni potem (31.VII.1932) narodowi socjaliści odnieść mieli
drugi kolejny wielki sukces wyborczy, uzyskując już 38% głosów, czyli 230
mandatów w Reichstagu.
(Gesammelte Schriften; t. IV,
Ausiegungen--Predigten; 1961, s. 79)
Być
może są to najbardziej rewolucyjne słowa w Nowym Testamencie. Dlatego nie są
skierowane do mas, lecz rozumieją je nieliczni autentyczni rewolucjoniści. To
słowa ekskluzywne. Dla tłumu pozostają one tajemnicą. Masy potrafią z nich ukuć
najwyżej jakiś frazes. A jest to największe niebezpieczeństwo: bowiem frazesy
całkiem stępiają ostrze rewolucyjności. Kim jest jednak ekskluzywna grupa, do
której skierowane są te słowa? Czy to wielcy bojownicy rewolucji politycznych
lub naukowych i ich sprzymierzeńcy? Czy bohaterowie narodowi? Czy może
walczący o postęp i poznanie? Gdzie jest i jak wygląda grupa, którą ma wyzwolić
prawda?
Każdy z nas przeżył już
kiedyś taką sytuację: spotyka się grupa dorosłych ludzi. W toku rozmowy trudno
uniknąć tematu, który dla kilku obecnych jest drażliwy. Dochodzi do wymęczonej
gadaniny pełnej kłamstwa i strachu. Jakieś dziecko, które znalazło się tam
zupełnie przypadkowo i sytuacji wcale nie pojmuje, zna też fakt, który inni
znają, ale który omijają tchórzliwie. Dziecko, zdziwione, że inni zdają się go
nie znać, wypowiada to, co wie, prosto z mostu. Krąg zebranych sztywnieje z
przerażenia — dziecko dziwi się, a jednocześnie cieszy, 'że powiedziało coś
słusznego. Stało się coś nie do naprawienia. Pełna strachu i kłamstwa gadanina
została nagle przerwana. Kłamstwo i strach ukazały się w jaskrawym świetle,
zostały zdemaskowane i bezsilne wobec tego światła — muszą umierać.
To wydarzenie nie jest niczym
innym, jak wyjściem na światło prawdy, w postaci zdziwionego dorosłymi dziecka.
Stówo zdemaskowało zakłamanie dorosłych, są odsłonięci przed sobą nawzajem, i
każdy z nich wobec samego siebie. Zaszło więc coś całkiem rewolucyjnego. Przez
kogo? Przez uśmiechnięte, beztroskie dziecko, które powiedziało to, co było
rzeczywiste. Tylko ono było wolne.
Inny przykład: na dworach
książęcych, obok rycerzy, śpiewaków i poetów, którzy strzegli dworskich
obyczajów i dworskich kłamstw, był też człowiek, którego sam ubiór świadczył,
że nie należy on do tego świata. Traktowano go jak kogoś, kto właściwie się nie
liczy. Był zjawiskiem wyjątkowym na dworze, a jednak potrzebowano wszędzie
takiego wyjątku. Nie należał do dworu, a jednak był na nim niezbędny. Był
błaznem, czyli jedynym, któremu wolno było powiedzieć prawdę każdemu i każdy
musiał jej wysłuchać. Nie liczył się właściwie, lecz nie można się było bez
niego obejść. Tak to jest z prawdą. Ale błazen był na dworze jedynym
człowiekiem wolnym.
Trzeci przykład: jeśli właściwie
zrozumieliśmy dwa poprzednie, nie będziemy uważali za niestosowny ten, który
teraz wymienię. Mam na myśli człowieka, który pobity i sponiewierany,
ukoronowany szyderczo wieńcem cierniowym stoi przed swoim sędzią i nazywa
siebie królem prawdy, i któremu Piłat stawia mądre, lecz beznadziejnie świeckie
pytanie: „Co to jest prawda?" To pytanie skierowano do Tego, który o sobie
powiada: Jam jest prawdą, i który teraz, ponieważ jest prawdą, milczeniem
odpowiada na pytanie Piłata: Kim jesteś ty, Piłacie, w obliczu prawdy, w moim
obliczu? Nic się już więcej nie dzieje. Prócz tego, że prawda zostaje
ukrzyżowana, a Piłat przez tę ukrzyżowaną prawdę osądzony. Nie ty pytasz o
prawdę, lecz ona pyta o ciebie. Ukrzyżowany Król prawdy, do którego się modlimy
— oto mroczny obraz, pojawiający się, ilekroć jest mowa o prawdzie w Nowym
Testamencie. Dziecko, błazen. Ukrzyżowany — osobliwy zaiste zestaw ludzi —
rycerzy prawdy. Ale wiemy już teraz lepiej, o czym mamy myśleć, gdy słyszymy
słowa: „A prawda was wyzwoli".
W życiu ludzkim prawda jest czymś
obcym, wyjątkowym. Jest jak coś niespodziewanego, co nagle i gwałtownie wdziera
się w nasze życie. Nawykliśmy do trąbienia nam w uszy, że teraz oto usłyszymy
pełną prawdę. Ale prawda zapowiadana w programach jest czymś bardzo dalekim od
prawdy rzeczywistej. Rzeczywista prawda różni się od prawdy frazesów tym, że
chce czegoś określonego i że coś się zdarza, mianowicie wyzwala ona człowieka,
czyni wolnym. Otwiera mu oczy na fakt, że żył dotąd w kłamstwie, niepewności i
strachu, i zwraca mu wolność. Jest to całkiem jednoznaczne zdanie Pisma, że
człowiek żyje w niewoli i kłamstwie, i że jedynie prawda, która pochodzi od
Boga, wyzwala go.
Nie jest rzeczą trudną mówić dziś
o wolności tak, by rozniecić namiętność Niemca i wstrząsnąć nim do tego
stopnia, że zapomni o wszystkim innym. W dzisiejszych Niemczech jest zapewne
wielu ludzi, którzy — tak jak kiedyś pojmani Izraelici — głęboko w sobie
zatopieni, marzą jedynie o wolności, widzą jej obraz w potężnych wizjach,
próbują ją chwytać, póki nie obudzą się i obraz nie pryśnie. Tak, mówić o
wolności jest dzisiaj bardzo łatwo. Ale bardzo trudno jest mówić o niej tak,
jak to czyni Biblia — „A prawda was wyzwoli". Te słowa są dla każdego
wieku strasznie nie na czasie. Nasze czyny, nasza siła, nasza odwaga, nasza
rasa, nasza moralność — krótko mówiąc: my sami wyzwolimy się, tak, to jest
zrozumiałe, to jest popularne. Co ma jednak do roboty w tym kontekście owo
trzeźwe słowo „prawda"? Jest to słowo niepopularne, wyczuwamy, że ma ono
coś przeciw nam, że ma jakieś ostrze. Tam, gdzie używa się największych słów, w
rejonach religii, polityki i światopoglądu nie można uczynić nic bardziej
niepopularnego, jak postawić całkiem trzeźwo pytanie: no tak, ale czy to
wszystko prawda? Tego właśnie nie chce się słyszeć, to ma wydźwięk krytykancki
i destruktywny, zdradza taki brak zrozumienia i zapału, takie jest brutalne.
Żyjemy w nieustannym, nieprzezwyciężalnym strachu przed prawdą, nawet gdy nie
jesteśmy tego świadomi, i nawet gdy jesteśmy przekonani, że my właśnie powołani
jesteśmy do dania prawdy światu. Wciąż jeszcze boimy się, że przyjdzie ktoś,
kto patrzy głębiej niż my, i spojrzy na nas pytającym wzrokiem i że pod tym
spojrzeniem wszystkie nasze wartości się załamią. Dlatego ze zwykłego strachu
robimy coraz więcej hałasu, tak jak byśmy prawdę znali. Boimy się prawdy i ta
trwoga jest w gruncie rzeczy naszą trwogą przed Bogiem. Bóg jest prawdą, a nikt
inny, lękamy się przeto, by nas nagle nic wystawił na światło prawdy i nie
zdemaskował w naszym kłamstwie. Prawda jest mocą, która stoi ponad nami i w
każdej chwili może nas zniszczyć. Nie jest ona pogodnym niebem pojęć i idei,
lecz mieczem Bożym, groźną błyskawicą, która burząc i rozświetlając rozłupuje
noc. Prawda jest samym Bogiem żywym i Jego Słowem, w obliczu tej prawdy
człowiek musi umrzeć. Jest on jednak sprytny i wie o tym, dlatego otacza się,
otula coraz bardziej kłamstwem i pozorami. Nie chce widzieć prawdy, bo nie chce
umrzeć. Musi więc uczyć się kłamać coraz lepiej, głębiej, wymyślniej, musi
dojść aż do takiego zaplątania się w kłamstwo, iż w końcu sam nie wie, że
kłamie i uważa swoje kłamstwo za prawdę. Tak daleko posunął się już człowiek i
dlatego wszystko, co tu mówimy, uważa za przesadę i nieprawdę.
Oczywiście, każdy
przyzna, iż kłamstwo polityczne, konwencjonalne, światopoglądowe i społeczne, a
przede wszystkim kłamstwo dla własnej korzyści panoszy się wśród nas przemożnie
i katastrofalnie. Nie możemy sobie nawet wcale wyobrazić, co by się stało,
gdyby pewnego dnia wszystkie zasłony i otoczki kłamstwa wokół nas opadły i
zostalibyśmy tacy, jacy jesteśmy naprawdę. Nie wiemy zupełnie, do jakich głębin
naszej istoty sięgałoby to zdemaskowanie. Wiemy jedno: że potem życie, jakie
teraz prowadzimy, po prostu nie byłoby możliwe. Tylko dlatego, że nie żyjemy w
przejrzystości światła, lecz w nieprzejrzystości nocy, możemy w ogóle żyć.
Stoimy więc tu ni mniej, ni więcej tylko przed wyobrażeniem Sądu Ostatecznego,
ostatniego dnia świata.
A pomimo to bronimy się wciąż przed twierdzeniem, że kłamstwo jest wokół
nas i w nas, i że my sami jesteśmy arcykłamcami. I musimy się tak bronić, aż do
chwili, kiedy stanie się coś nieoczekiwanego: kiedy spotka nas sam Bóg, jako
prawda, i uczyni to, czego my nie możemy, mianowicie postawi nam przed oczy
prawdę o nas samych. Tutaj nie będzie już oczywiście chodziło o kłamstwo
polityczne czy konwencjonalne, lecz o nas samych, o nas jako arcykłamców w
całym naszym bytowaniu. I odbywać się to będzie naprawdę bez pardonu,
zostaniemy postawieni, jako oskarżeni wbrew woli, przed sędzią, a nie da się
już wskazywać na to lub owo, bo dobierze się On do nas samych jako takich.
W tej właśnie sytuacji zachodzi coś, nad czym nie mamy już żadnej
władzy: dzieje się prawda. Wychodzi nam naprzeciw w dziwnej postaci: nie w
promiennej, nieprzystępnej wspaniałości i świetlanym, poruszającym serce
blasku, lecz jako prawda ukrzyżowana, ukrzyżowany Chrystus. I zwracając się do
nas, pyta, kto mnie, prawdę, ukrzyżował? A odpowiada już w tej samej chwili:
spójrz, to uczyniłeś ty. Mea culpa, mea maxima culpa.
Nienawidziłeś prawdy
Boga ponad sobą, ukrzyżowałeś ją i wzniosłeś prawdę własną. Myślałeś, że znasz
prawdę, że posiadasz ją, że mógłbyś ludzi nią uszczęśliwiać, i w ten sposób
zrobiłeś siebie — Bogiem. Ukradłeś Bogu Jego prawdę i w oddaleniu od Boga stała
się ona kłamstwem. Myślałeś, że możesz prawdę robić, stwarzać, obwieszczać, ale
odważyłeś się tym samym czynić siebie Bogiem i poniosłeś klęskę. Ukrzyżowałeś
prawdę.
Okazało
się więc coś wysoce osobliwego: nasze kłamstwo jest kłamstwem przeciw Bogu,
broni się przeciw Jego rzeczywistości i prawdzie, przeciw Jego wspólnocie i
łasce, przeciw Jego umiłowaniu. Nasze kłamstwo nienawidzi miłości Boga, bo
sądzi, że jej nie potrzebuje. Istotą naszego kłamstwa jest nienawiść, ponieważ
istotą prawdy Boga jest łaska i miłość. W ten sposób staje się jasne, że prawda
i kłamstwo to nie tylko coś, co się mówi, lecz również coś, co się czyni, to
znaczy — w czym się w pełni żyje. Kto żyje w kłamstwie, żyje w nienawiści, to
znaczy, że żyje przykuty do siebie samego, żyje w kajdanach, jest niewolnikiem
samego siebie. Uznając to, poznajemy po raz pierwszy prawdę Boga, ale jest to
poznanie, które daje tylko Bóg. Kto uznaje, że jest niewolnikiem kłamstwa,
strachu i nienawiści, ten już został przez Boga przywrócony do prawdy. Widzi
już, że cała jego rzekoma wolność była niewolnictwem, a cala rzekoma prawda —
kłamstwem.
Kto to słyszy, ten wzdycha bez słów: Panie, uwolnij mnie od samego
siebie — stęskniony za wyrwaniem się z niewoli. I wtedy znów wychodzą mu
naprzeciw słowa: „A prawda nas wyzwoli". Nie nasze czyny, nasza odwaga,
nasza siła, ani nasz naród, ani nasza prawda, ale jedynie prawda Boga. Dlaczego
? Ponieważ stać się wolnym, to nie znaczy stać się wielkim w świecie, ani stać
się wolnym przeciw bratu, przeciw Bogu, lecz znaczy: stać się wolnym od siebie
samego, od kłamstwa, co sugeruje, że jestem sam na świecie, że jestem jego środkiem.
Stać się wolnym znaczy wyzwolić się od nienawiści, którą niszczę stworzenie
Boga, i od życia dla siebie samego do życia dla innych. Tylko prawda pozwala
dostrzec innych. To ona skierowuje mój wzrok, zatopiony we mnie samym — poza
mnie, i ukazuje mi innych ludzi; czyniąc to, spełnia na mnie dzieło miłości i
łaski Bożej. Prawda Boga unicestwia nasze kłamstwo, a stwarza prawdę,
unicestwia nienawiść, a stwarza miłość. Jest miłością Boga, a miłość Boża
uwalnia nas od nas samych dla innych. Być wolnym znaczy więc po prostu być w
miłości, a być w miłości znaczy być w prawdzie Bożej.
Wszyscy, jako jednostki i jako
zbiorowość, odczuwamy przytłaczający ciężar naszych więzów. Boże, wołamy, oto
wolność, ale uchowaj nas przed jej kłamliwymi obrazami i przed pozostaniem w
kłamstwie. Daj nam wolność, która zda nas całkowicie na Ciebie, na Twoją łaskę.
Panie, wyzwól nas prawdą Twoją, którą jest Jezus Chrystus. Czekamy na Twoją
Prawdę, Panie.
Tłum.
Zdzisław Wawrzyniak