ZNAKI CZASU • STYCZEŃ 2009
Kościół, który przestał kochać
Dziś świat - instytucje, organizacje, fundacje,
nawet rządy - robi to samo, co kiedyś należało do Kościoła: pomaga. Jednego
świat nie daje, co oferuje, a raczej powinien oferować Kościół - łaski.
Od pierwszej po ostatnią stronę Biblia
opowiada o Bogu łaski. Bogu, który przyszedł na ten świat, by nieść zbawienie.
By przebaczać, leczyć, dawać życie. Bezwarunkowo kochać. "Ty bowiem,
Panie, jesteś dobry i przebaczasz, i jesteś wielce łaskawy" - pisał
psalmista1. Takie słowa zachwytu nad Bożą miłością wypowiadali
prorocy, królowie, pasterze, rybacy. Wszyscy, którzy zetknęli się z Bożą łaską.
Ale zbyt wielu wciąż przed nią ucieka. Nie wiedzą nic o przejmującym
miłosierdziu, o Ojcu, który czeka i jest gotów wszystko zapomnieć, Jak mają
poczuć ulgę, jak zmienić status uciekiniera na dziedzica?
Dwight Moody, jeden z największych
kaznodziejów, powiedział: "Na stu ludzi może Jeden sięgnie po Biblię, a
pozostałych dziewięćdziesięciu dziewięciu będzie czytać w zachowaniu
chrześcijan". Święte słowa. Apostoł Paweł pisze, że nic nie ma znaczenia,
nasza nadzieja, nasze chrześcijaństwo, jeśli nasza wiara nie jest czynna w
miłości2. To Jezus, Pan chrześcijan, zostawił im, nam, polecenie:
"abyście się wzajemnie miłowali"3. To po tym świat miał
poznać, że Jesteśmy Jego uczniami4. Patrząc na nas, ludzie mieli
"chwalić Ojca w niebie"5. Bolesnym komentarzem są słowa
Mahatmy Ghandiego, który zachwycił się chrześcijańską doktryną: "Gdyby nie
chrześcijanie, stałbym się chrześcijaninem".
Gorszym wstęp wzbroniony
Jak okazujemy miłość światu? Bliźniemu?
Innemu grzesznikowi? Czy okazujemy mu łaskę? Jak odbierany jest współczesny
Kościół?
Philip Yancey w jednej ze swych książek
wspomina o kobiecie - schorowanej, obdartej ćpunce-prostytutce, która przyszła
do jego przyjaciela zajmującego się bezdomnymi w Chicago. Targana wyrzutami
sumienia, łkając spazmatycznie, wyznała, że wynajmuje swoją dwuletnią córeczkę
mężczyznom o perwersyjnych skłonnościach seksualnych. Za godzinę tej "usługi"
mogła zarobić więcej niż sama przez całą noc. Tak zdobywała pieniądze na
narkotyki. Zapytana, czy przyszło jej do głowy, by szukać pomocy w kościele,
odpowiedziała: "Miałabym pójść do kościoła? Po co? I tak czuję się
okropnie. A tam poczułabym się jeszcze gorzej".
Nie wiadomo, co bardziej szokuje - jej
czyn czy jej odpowiedź. Przecież kobiety podobne do tej prostytutki garnęły się
do Jezusa, a nie od Niego uciekały. Ale my zachowujemy się częściej jak
faryzeusze niż Jego uczniowie. Kiedy tłumy spragnionych ludzi słuchały
podobieństw Jezusa o łasce, faryzeusze stali z boku, zgrzytając zębami. To ich
postawę odmalował Jezus w osobie starszego syna z przypowieści o synu
marnotrawnym6. Ojciec odzyskuje młodszego syna, który odszedł
wcześniej z domu, trwoniąc majątek, i z radości, że "syn był umarły, a
ożył", urządza ucztę. A Jego starszy brat Jest oburzony łaską. Jak my. I
obrażony pozostaje na zewnątrz.
Z pewnością sami inaczej napisalibyśmy tę
historię i nagrodzili syna cnotliwego, a nie marnotrawnego. Gdy Fred Craddock
podczas jednego ze swych kazań celowo pozwolił sobie na manipulację szczegółami
tej przypowieści, mówiąc o ojcu, który obdarowuje pierścieniem i szatą
starszego syna i urządza przyjęcie, by uczcić jego długoletnią wierność i
posłuszeństwo, jedna z kobiet siedzących w kościelnej ławce krzyknęła:
"Tak właśnie powinna wyglądać ta historia!".
Kościół powinien być schronieniem dla
wszystkich, którzy czują się podle, bo zgodnie z teologią takie samopoczucie to
nasz bilet wstępu. Jeśli coś sprawia, że czujemy się lepsi od innych,
pielęgnujemy w sobie poczucie wyższości, to nie mamy wiele wspólnego z
chrześcijaństwem. Bo Bóg bliższy jest grzesznikom niż "świętym".
Czasem lepiej rozumieją to niewierzący. Harold Frederic włożył w usta jednego z
bohaterów swej powieści pt. The Damnation of Theron Ware, naukowca,
sceptyka, filozofa, takie oto słowa skierowane do pastora i księdza:
"Wydaje mi się logiczne, że Kościół powinien istnieć dla tych, którzy
potrzebują Jego pomocy, a nie dla tych, którzy przez swoje własne wyznawanie
wiary są już tak dobrzy, że to oni pomagają Kościołowi"7.
Uzależnieni od grzechu
Kościół powinien być społecznością ludzi
potrzebujących łaski, a nie chełpiących się swoją pobożnością. Podobnie jak
alkoholicy w trakcie kuracji odwykowej mamy pewną słabość, do której się
przyznajemy. Ale jesteśmy mamieni, że damy sobie ze wszystkim radę sami. Łaska
demaskuje tę iluzję, pisze Yancey, przytaczając przykład AA. "Jeśli jesteś
uczestnikiem grupy, nigdy nie pozwolą ci powiedzieć: Cześć, nazywam się Tom,
byłem kiedyś alkoholikiem, ale teraz jestem wyleczony. Nawet jeżeli Tom nie
napił się przez trzydzieści lat, nadal musi uważać się za alkoholika - gdyby
wyparł się własnej słabości, stałby się jej ofiarą". Czy możemy
powiedzieć: "Byłem grzesznikiem, ale teraz jestem już wyleczony, nie
grzeszę, nie potrzebuję łaski"? A czy Tom powie: "Nie jest ze mną aż
tak źle jak z Markiem. Ja mam słabość do alkoholu, ale on jest uzależniony od
kokainy"? Nie, bo w grupach AA wszyscy są równi. To te grupy bardziej niż
Kościół przypominają nowotestamen0towy zbór. "To jedyne miejsce, gdzie
status człowieka nic nie znaczy. Nikt tu nikogo nie oszuka. Każdy z nich
znalazł się tutaj dlatego, że zrobił ze swojego życia chlew i próbuje wszystko
ponownie poukładać" - pisze Louis Mayer, dodając, że uczestniczył w
setkach rozmaitych spotkań, w tym kościelnych, i nigdzie nie znalazł ducha tej
miłości, jaka panuje w AA. "W rezultacie nastaje równość - taka, którą
ludzie mają na myśli, mówiąc braterstwo”8.
To bardzo smutne. Tego braterstwa Mayer
nie zobaczył w Kościele. A przecież to do nas zostały skierowane słowa naszego
Mistrza: "Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli
miłość wzajemną mieć będziecie"9. Może dlatego uczestnicy grupy
AA, o której pisze Yancey, nie przychodzili na nabożeństwa odbywające się
piętro wyżej. Ludzie na górze sprawiali wrażenie poukładanych, odseparowanych
od problemów, może mało wrażliwych na słabości innych, a oni byli przecież w
rozsypce. Ale właśnie tacy ludzie, w rozsypce, garnęli się do Jezusa. Nie garną
się jednak do społeczności wierzących. "Ich miejsce było w sali
piwnicznej, a nie w sali nabożeństw z witrażami i ławkami, w których należy
siedzieć prosto i przyzwoicie" - konkluduje Yancey i dodaje, że gdyby
tylko zdali sobie sprawę, gdyby tylko Kościół zdał sobie sprawę, że jeżeli
chodzi o pewne kwestie z dziedziny duchowości, to członkowie grup AA mogliby
być naszymi instruktorami. "Stęsknieni przychodzili co tydzień, ciesząc
się na każde spotkanie, ci »szczęśliwi żebracy«, ponieważ było to jedyne
miejsce, gdzie mogli czerpać łaskę wiadrami".
Zakręcony kurek z łaską
Drodzy chrześcijanie, czy pamiętacie ucztę
w domu faryzeusza Szymona? I zachowanie Marii Magdaleny? Szymon był oburzony,
że Jezus pozwolił nierządnicy obmyć się olejkiem10. Kościół
przejawia dziś raczej postawę Szymona, zamiast czuć się jak ta kobieta, której
przebaczono. Dlaczego Kościół stracił ten dar? Przecież im gorsze mniemanie
miał o sobie człowiek, tym chętniej rzucał się w ramiona Jezusa. Doświadczał
łaski.
To tragedia, żerny, którzy jej doświadczyliśmy, nie umiemy się nią
dzielić z innymi. Apostołowie Piotr i Paweł piszą w swych listach o
szafarstwie, zarządzaniu Bożą łaską". Yancey porównuje to do rozpylacza
perfum. Gdy naciskasz pompkę pachnącego flakonika, w pokoju zmienia się
nastrój. Wystarczy parę kropli, by poczuć się inaczej. I pisze ze smutkiem:
"Martwię się, że wizerunek chrześcijanina zmienia się dziś powszechnie i
flakon perfum z rozpylaczem jest coraz częściej zastępowany innym przyrządem do
rozpylania - takim, którego używa się do tępienia insektów. O! Karaluch!
Pompowanie, rozpylanie, pompowanie, rozpylanie". Chyba tak właśnie widzi
Kościół ta nieszczęsna kobieta oddająca za pieniądze swą córeczkę zboczeńcom,
by móc zaspokoić narkotykowy głód. Czy ktoś bardziej od niej może potrzebować
łaski? A przecież Kościół jest ramieniem Jezusa, więcej - Jego ciałem. Jezus
ukazał nam potęgę miłosierdzia. Nigdy nie aprobował zła, ale był gotów je
przebaczać, okazywać łaskę. W jakiś sposób zdobył reputację człowieka
miłującego grzeszników. Zróbmy wszystko, byśmy jako Jego naśladowcy nie
utracili tej reputacji!
"Jeżeli świat brzydzi się
zatwardziałym grzesznikiem, Kościół powinien go miłować. Jeżeli świat pozbawia
biednych i cierpiących środków do życia, Kościół powinien starać się zapewnić
im jedzenie i opiekę. Gdy świat ciemięży, Kościół ma podtrzymywać na duchu
uciskanych. Jeśli świat wstydzi się społecznej szumowiny, to Kościół głosić
będzie miłość Bożą - podstawę pojednania. Gdy świat chce zysku i satysfakcji,
Kościół chce ofiary i służby. Świat domaga się zemsty, Kościół propaguje łaskę.
Gdy świat rozlatuje się na kawałki, Kościół scala się w jedno".
To jest nowotestamentowa wizja Kościoła.
Może, jak powiedział najbardziej chyba znany współczesny kaznodzieja Billy
Graham, należy zrobić wszystko, by uwstecznić Kościół o dwa tysiące lat...
K.S.
Wydaje się, że dziś więcej braterstwa można znaleźć w grupach Anonimowych Alkoholików niż w Kościołach
[Cytaty pochodzą z książki Philipa Yanceya pt. Zaskoczeni łaską,
która stanowiła inspirację dla tego artykułu].
1 Ps 86,5. 2 Zob. Ga 5,6; l Kor 13.13. 3 J
13,34. 4 Zob. J 13,35. 5 Mt 5,16. 6 Zob. Łk 15,11-32. 7 H. Frederic, The
Damnation of Theron Ware, Nowy Jork 1956, s. 75-76. 8 Cyt. w: B.
Manning, The Gentle Revolutionaries, Denville 1976, s. 66. 9 J 13,35. 10
Zob. Mt 26.6-13. 11 Zob. l P 4,10; l Kor 4,1.