Głos Adwentu 10/2007 .
Odwołany
pogrzeb
Powiedział Bogu, że nie uwierzy, dopóki nie zobaczy, więc Bóg mu
pokazał.
Wróciłem ze szkoły do domu, położyłem się
na kanapie i zamknąłem oczy. Słyszałem moją siostrę rozmawiająca z kimś w
pokoju obok. „Ale to się zdarzyło! – powiedziała jakaś dziewczyna. – Ten
mężczyzna był martwy, a żyje”. Jej słowa przykuły moją uwagę. Jak ktoś,
kto był martwy, może znowu powrócić do życia? Zastanawiałem się przez
chwilę, a potem powiedziałem na głos: „To nie mogło się zdarzyć”. Kiedy
przyjaciele siostry wyszli, przyszła do pokoju, w którym odpoczywałem. „Larie, to jest prawda – powiedziała. – Ten mężczyzna był martwy, a teraz
żyje”.
Zostałem wychowany w adwentowym domu i wiedziałem, że Bóg wskrzeszał ludzi z martwych w czasach biblijnych, ale takie cuda nie zdarzają się w naszych czasach. A może jednak? Uklęknąłem na kolana i zmówiłem modlitwę Tomasza: „Panie, jeśli to prawda, pozwól, żebym zobaczył to na własne oczy, a wtedy uwierzę”.
Cud
misji globalnej
W moim napiętym planie zajęć zapomniałem o
tym człowieku, który został wzbudzony do życia. Gdy ukończyłem szkołę średnią,
postanowiłem, że zanim zapiszę się do college'u, podejmę służbę jako pionier
misji globalnej. Przydzielono mi odległy region Nigerii, gdzie nie było
adwentystów i do którego udawali się tylko nieliczni. Osiadłem w jednej z
wiosek i zacząłem zaprzyjaźniać się z tamtejszymi ludźmi. Większość mieszkańców
czciła bożki, ale niektórzy byli otwarci na to, by dzielić się z nimi
Ewangelią. Pewna nastoletnia dziewczyna o imieniu One–Ojo wydawała się
szczególnie zainteresowana prawdą o Bogu. Zaczęliśmy razem studiować Biblię.
Ona nie
żyje
Jednego popołudnia pewien chłopiec wbiegł
do mojego pokoju, krzycząc, że One–Ojo nie żyje. „Umarła dziś w nocy –
powiedział. – Rodzina zajęła się przygotowaniem pogrzebu i chcą, abyś do nich
przyszedł”. Oszołomiony założyłem buty i pobiegłem do domu One–Ojo. Kiedy
dotarłem na miejsce, zobaczyłem jej ciało leżące na macie. Miała przewiązane
ręce i stopy, była gotowa do pochówku. Wpatrywałem się w nią i myślałem o
naszym ostatnim spotkaniu podczas studium Pisma Świętego poprzedniego wieczoru.
Jak to się mogło stać? To nie może być prawda – myślałem. Dotknąłem jej
ręki. Była sztywna i taka zimna. Spytałem, czy mogę się za nią modlić, zanim
zostanie pochowana. Około 20 osób przyglądało się mnie i mojemu tłumaczowi,
kiedy klęknęliśmy obok maty i zaczęliśmy się modlić. Prosiliśmy Boga, by
przywrócił życie One–Ojo po to, by pokazać tym ludziom, że On jest
wszechmogący.
Modliliśmy się już prawie godzinę, gdy na
ciele One–Ojo spostrzegłem kropelki potu. Położyłem na niej rękę i poczułem
ciepło. Zachęcony kontynuowałem modlitwę. Potem One–Ojo kichnęła. Gdy
zgromadzeni w pokoju ludzie to usłyszeli, uciekli przerażeni. My jednak nadal
trwaliśmy w modlitwie i w końcu One–Ojo otworzyła oczy, Usiłowała uwolnić się
ze sznurów, którymi była obwiązana. Zawołałem jej brata, by przyszedł i jej
pomógł. Kiedy zobaczył One–Ojo żywą, zaczął trząść się ze strachu. Gdy
uwolniliśmy ją z więzów, pomogliśmy jej usiąść na krześle. Żałobnicy, którzy
uciekli z pokoju, teraz tłoczyli się w wejściu i za oknami, żeby zobaczyć na
własne oczy dziewczynę, która była umarła, ale ożyła. One–Ojo poprosiła o coś
do jedzenia i ktoś przyniósł jej trochę wody oraz pożywienie. Wkrótce odzyskała
siły i rozmawialiśmy, wielbiąc Boga. Powiedziałem jej najbliższym, że to Bóg
uleczył ich córkę w odpowiedzi na modlitwę i że On nie chce dzielić swojej
chwały z czarami. Ostrzegłem ich, by nie obkładali One–Ojo ziołami, bo jest to
forma czarów i Bóg nie będzie z tego zadowolony. Matka i brat pokiwali ze
zrozumieniem głowami. Było już ciemno kiedy wróciłem do swojego pokoju. Gdy
pomyślałem o tym, czego Bóg właśnie dokonał na moich oczach, nogi zaczęły mi
się trząść i poczułem się słaby. Padłem na kolana i zacząłem się modlić: „Boże,
dziś moja modlitwa Tomasza została spełniona. Wierzę. Użyj mnie według Swojej
woli – Jestem Twój”. Potem padłem na łóżko i twardo zasnąłem.
Ona nie
żyje – znowu!
Około pierwszej nad ranem zbudziło mnie
głośne pukanie do drzwi. „Pastorze Larie, chodź!” – usłyszałem błagalny głos
kobiety. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem matkę One–Ojo. „Chodź! – błagała. –
One–Ojo znowu nie żyje”. „Jak to możliwe?” – spytałem. – Boża moc nigdy nie
zawodzi”. Pośpieszyłem z nią do miejsca, gdzie One–Ojo leżała na swoim łóżku
–Sprawdziłem jej puls i oddech. Nie żyła – znowu. Kiedy upadłem obok niej na
kolana, poczułem zapach ziół używanych przez znachora, które ktoś rozłożył na
jej ciele. „Kto to zrobił?” – zapytałem. Kobieta powiedziała, że musiał to
uczynić jej mąż, gdyż tylko on był w domu. „Bóg wzbudził One–Ojo z martwych i
tylko Jemu należy się chwała za jej wskrzeszenie. Ale ktoś okrył Go hańba i
użył tych ziół. A teraz dziewczyna jest znowu martwa!”. Odwróciłem się i
zacząłem się modlić, podczas gdy cała rodzina stała obok ciała w oczekiwaniu.
Po kilku minutach One–Ojo otworzyła oczy. Zostałem z nią, żeby się upewnić, że
ma się dobrze. Zanim wróciłem do siebie, ostrzegłem po raz kolejny całą
rodzinę, aby pilnowała, by nikt nie dotykał jej ciała ziołami znachora. Jej
mama i brat pokiwali energicznie głowami. Potem odszedłem do domu i padłem na
łóżko wyczerpany. Ciągle spałem, kiedy pukanie obudziło mnie o świcie.
„Pastorze Larie, chodź. Ona znowu nie żyje!” – płakała matka One–Ojo. Nie
wierząc własnym uszom, otworzyłem drzwi i spytałem co się stało. „Gdy spaliśmy,
jej ojciec wrócił do domu. Może to on położył na nią zioła”. Kłoś chciał, żeby
One–Ojo nie żyła. Czy mógł to być jej ojciec? A może też jej matka? Czy
powinienem znowu iść ponownie się modlić? Czy Bóg będzie zaszczycony? Mama
One–Ojo uklękła przede mną i błagała mnie, żebym przyszedł i modlił się za jej
córkę. Poszedłem. Po raz kolejny modliłem się za tą dziewczynę i znowu się obudziła.
Tym razem powiedziałem jej matce: "Jeśli chcesz, żeby twoja córka żyła,
musisz ją stąd zabrać”. Kobieta zgodziła się i posłała po syna, aby zabrał
One–Ojo do krewnych w innej wiosce. Dziewczyna została tam przez kilka
miesięcy, do czasu gdy się upewniliśmy, że jest bezpieczna. One–Ojo wróciła do
domu silna i zdrowa. Kontynuowała studiowanie Biblii i została ochrzczona razem
z dziewięcioma innymi osobami. W dniu swojego chrztu One–Ojo przyjęła imię
Błogosławiona, żeby zwiastować swoje nowe życie. Jej obecność w wiosce jest
świadectwem Bożej zbawczej mocy, która może wywieść nawet z krainy umarłych.
Obecnie siedemdziesięcioro wierzących zbiera się na nabożeństwach w skromnym
szałasie nieopodal domu One–Ojo w centralnej Nigerii.
Słowo
się rozprzestrzenia
Wkrótce po chrzcie One–Ojo zostałem wysłany z misją do innej
wioski. Wieść o One–Ojo poprzedziła mnie w miejscu, do którego się udałem, i
otworzyła drzwi, abym mógł dzielić się z ludźmi Bożą miłością. Kontynuowałem
pracę pioniera misji globalnej w tym trudnym regionie przez pięć lat. Poprzez
dzieła Boże wielu ludzi poznało Jezusa jako swojego Przyjaciela i Zbawiciela.
Wasze dary ewangelizacyjne wspieraj ą pracę takich pionierów na całym świecie.
Im więcej darów przeznaczacie na misję, tym więcej ludzi może się dowiedzieć o
tym, że Jezus ich kocha. Dziękuję za wasze dary.
Olanrewaju Ogungbile (Larie)
[Autor pochodzi z Oyo w zachodniej Nigerii. Studiuje teologię na
uniwersytecie w Babcock. Tłumaczyła Anela Rusek].