|
Na progu piek łaUrodziłem się w Kołobrzegu. Gdy byłem dzieckiem, modliłem się tak, jak mnie nauczono. Już od najwcześniejszych lat chciałem zostać księdzem, chodziłem co niedziela do kościoła i na religię. Wszystko toczyło się dobrze. Gdy miałem siedem lat, pewnego niedzielnego poranka wszedłem do łazienki i wtedy pierwszy raz zobaczyłem trupa. Był to mój ojciec. Myślałem, że śpi. Leżał w wannie z zamkniętymi oczami. Wyszedłem po cichu, aby go nie obudzić. Nie dotarło do mnie, że on nie żyje. Gdy powiedziałem mamie, że ojciec śpi, zerwała się i pobiegła do łazienki. Wtedy w domu rozległ się przeraźliwy krzyk. Dotarło do mnie, do siedmioletniego chłopca, że straciłem ojca, ojca, którego kochałem. Tego dnia poszedłem z moim starszym bratem do kościoła. Czułem strach i ból. Po odejściu mojego ojca zaczęły się problemy, głownie z moim starszym bratem, który zaczął pić, brać narkotyki i kraść. Efektem tego było jego wylądowanie w poprawczaku, a następnie w więzieniu. Mijały lata, a ja dorastałem – dorastałem na najgorszej dzielnicy w Kołobrzegu. Już od małego brat, a potem koledzy uczyli mnie kraść. Kradłem i przyznam, że byłem w tym dobry. Towarzyszył temu nieodłączny alkohol. Byłem zbuntowany chodząc po mojej dzielnicy. Miałem zawsze nóż w kieszeni lub coś innego – do samoobrony. Uczyłem się bić i co robić, by przetrwać. Nóż w kieszeni towarzyszył mi aż do pierwszych kontaktów z policją. Gdy skończyłem 16 lat, wylądowałem pierwszy raz na policji. Jako szesnastoletni chłopak miałem ponad 3 promile alkoholu we krwi. Pierwsza sprawa sądowa w moim życiu – zarzut brzmiał tak: “Pod wpływem alkoholu demolowanie i zakłócanie ciszy”. Sprawa została umorzona. Niedługo później miałem kolejną sprawę, tym razem za kradzież samochodu. Pierwszy kontakt z narkotykami był przed moimi sprawami w sądach. Była to niby tylko nieszkodliwa trawka. Po tej sprawie zamknęli mojego wspólnika. Byłem młodszy i to mnie uratowało przed więzieniem. Nie miałem z kim kraść – po prostu przestałem to robić. Jednak cały czas mieszkałem na tej dzielnicy. Zająłem się sportem, chodziłem na siłownię, bo chciałem być wielki i mocny – udawało mi się to. Narkotyki przeplatały się wraz z alkoholem i agresją, zazwyczaj w weekendy. Mój brat zapoznał się wtedy z adwentystami dnia siódmego. Myślałem, że upadł na głowę że tam chodzi, ale pomagało mu to zachować trzeźwość. Jednak jego uzależnienie było tak mocne, że często ćpał i pił. Któregoś dnia zaproponował mi pójście na spotkanie do adwentystów. Poszedłem. To co zobaczyłem rozśmieszyło mnie. Minęły 3 miesiące – poszedłem tam znowu i zaczęło mi się podobać. Podobała mi się tylko atmosfera, chociaż przyznam, że wiele dowiedziałem się tam o Bogu. Gdy doszło do decyzji, wybrałem świat, imprezy, narkotyki i dziewczyny. Przestałem chodzić na nabożeństwa. Zacząłem brać narkotyki: głównie amfetaminę i marihuanę. Później moje uzależnienie doprowadziło do handlowania narkotykami. Zaczęły się nowe doświadczenia i eksperymentowanie z najróżniejszymi narkotykami. Zamieniłem dzień na noc – stałem się synem ciemności. Wiele razy myślałem o samobójstwie. Czułem się samotny, narkotyki zabijały to uczucie, ale gdy przechodził “haj” zaczynały się stany depresyjne. Pewnego dnia odwiedzili mnie adwentyści i dali mi zaproszenie na spotkanie dla byłych członków i przyjaciół kościoła. Przyjąłem to zaproszenie. Tego samego wieczoru szatan przygotował plan strategiczny. Wziąłem z moim przyjacielem LSD. Załapałem negatywny “haj”. Płakaliśmy obydwaj, byliśmy załamani naszym życiem. Wtedy chciałem popełnić samobójstwo. Czułem się strasznie samotny. Nikogo dookoła mnie nie było. Bóg ochraniał mnie i posłał na spotkanie. Cały czas miałem wątpliwości, aby tam pójść, ale dotarłem tam. Zobaczyłem tam ludzi uśmiechniętych, jednak zajętych sobą. Czułem się strasznie samotny i wyobcowany. Nikt nie podchodził do mnie przez dłuższy czas. Chciałem wyjść. W końcu podszedł do mnie wysoki człowiek i zaczął ze mną rozmawiać. Był przyjazny i chciał mi w jakiś sposób pomóc. Teraz wiem, że posłał go do mnie Duch Święty. Zacząłem spotykać się z nim i dużo się modliliśmy. Wiedziałem, że on modli się za mną. Miałem straszną walkę duchową i emocjonalną. Nagle zacząłem się zmieniać. Bóg zaistniał w moim życiu. Podjąłem decyzję o chrzcie. Zostałem ochrzczony. Miałem potrzebę dzielenia się tym, co stało się w moim życiu. Miałem wtedy 21 lat. Bóg dał mi dar Ducha Świętego. Modliłem się za chorych i odzyskiwali zdrowie. Bóg ich przez moje modlitwy i nakładanie rąk uzdrawiał fizycznie i emocjonalnie. Niemniej szatan chodził dookoła mnie jak lew ryczący. Zapomniałem o tym, co było kiedyś. Zacząłem popadać w pychę. Pragnąłem więcej. Moje pragnienia przemieniły się w pożądanie. Pożądałem Ducha Świętego i Jego darów. Zapomniałem, że te dary służą do ogłaszania Królestwa Bożego. Efekt był taki, że szatan pomieszał mi zmysły. Wylądowałem w szpitalu. Wszyscy myśleli w zborze, że opętał mnie szatan i legiony jego demonów. Cały czas myślałem jednak, że jestem kimś wyjątkowym, że to właśnie ja dostałem dar proroctwa. Okazało się, że była to pomyłka. Po szpitalu wpadłem w depresję, chciałem popełnić samobójstwo, nie chciałem już żyć. Kolejny raz w życiu poczułem się samotny, strasznie samotny. Czułem jak ludzie w zborze zaczęli mnie inaczej traktować. Odszedłem od Kościoła i od Boga. Zacząłem na nowo stare życie, tylko że stałem się gorszy, niż byłem wcześniej. Zacząłem brać narkotyki, pić alkohol, kraść, bić się z ludźmi i szydzić z nich. O historiach łóżkowych nawet nie chce mi się myśleć. Moje uzależnienie znowu się uaktywniło. Zacząłem na nowo handlować narkotykami. Trwało to trochę. Nastał Sylwester ’2001 – punkt zwrotny w moim życiu. Szatan chciał kolejny raz mnie zniszczyć. Wtedy wziąłem straszną ilość narkotyków i wypiłem bardzo dużo alkoholu. Przedawkowałem. Po Sylwestrze czułem się strasznie. Leżałem w domu i umierałem. Kolejny raz w życiu byłem sam. Myślałem, że wszystkich straciłem. Moje życie przeleciało mi po głowie. Zacząłem płakać. Wtedy pomodliłem się pierwszy raz od bardzo dawna: “Boże, jeśli istniejesz, pomóż mi”. Od tamtej chwili zmieniło się moje życie. Zapisałem się do poradni uzależnień, zacząłem na nowo wierzyć w Boga. Prosiłem go o mądrość i o Jego Świętego Ducha. Poczułem się szczęśliwy. Od tamtej pory nauczyłem się wiele. Bóg codziennie uczy mnie czegoś nowego. Przede wszystkim pokory i miłość do innych ludzi. Pragnę pomagać ludziom. Moim celem stał się Jezus Chrystus. On zmarł za moje grzechy. On wszystko mi przebaczył. Chcę na zawsze pozostać z Nim. Pragnę opowiadać wszystkim Dobrą Nowinę. Dziękuję za wszystko Bogu Ojcu memu, w imieniu Jezusa Chrystusa. Amen.
Home-pl | Intro | Historia | Nasza misja | Zasady wiary | Artykuły | Książki | Lokalizacja Nabożeństwa | Małe grupy | Świadectwa | Księga gości | Wydarzenia | Wegetarianizm Ekologia | Foto-galeria | Nasze potrzeby | Kontakt | Linki
|